Ile realnie żyje igła i po czym poznasz, że jest zużyta
Producenci podają godziny, a te godziny są prawdziwe tylko dla płyt idealnie czystych. Jak liczyć zużycie igły w praktyce, co słychać, zanim cokolwiek widać, i dlaczego zużyta igła kosztuje więcej niż nowa wkładka.
Grałem dwa lata na igle, która nadawała się do wyrzucenia. Wiem to, bo pamiętam dzień, w którym założyłem nową i puściłem tę samą płytę — i przez pierwsze trzydzieści sekund byłem przekonany, że sprzedawca podmienił mi płytę na inne tłoczenie.
Nie podmienił. Po prostu przez dwa lata słyszałem coraz mniej i za każdym razem po trochu, więc niczego nie zauważyłem. Tak to działa: igła nie umiera, tylko blednie.
Godziny, których nikt nie liczy
Producenci podają żywotność w godzinach i te liczby są uczciwe, pod warunkiem że czytasz je razem z przypisem, którego zwykle nie ma.
| Szlif igły | Deklarowana żywotność | Co to znaczy w płytach |
|---|---|---|
| stożkowy (konikalny) | ok. 400–600 h | 600–900 albumów |
| eliptyczny | ok. 500–800 h | 750–1200 albumów |
| liniowy (Shibata, MicroLine, Gyger, Fine Line) | ok. 800–1500 h | 1200–2200 albumów |
Przypis, którego zwykle nie ma, brzmi tak: te godziny obowiązują dla płyt czystych i przy nacisku z zakresu podanego w karcie. Igła nie zużywa się od winylu. Winyl jest miękki, diament twardy, to nie jest uczciwa walka. Igła zużywa się od tego, co w rowku leży: od kurzu, od piasku, od resztek środka, którym ktoś kiedyś płytę wypolerował.
Grasz na brudnych płytach — dziel podane godziny przez dwa albo przez trzy. Grasz przy nacisku poniżej dolnej granicy zakresu i igła odbija się od ścianek zamiast po nich jechać — dziel jeszcze raz.
Sześć lat brzmi jak dużo, dopóki nie policzysz, ile lat ma igła w twoim gramofonie.
Jak wygląda zużycie, którego nie zobaczysz
Diament ściera się w jednym, konkretnym miejscu: tam, gdzie dotyka ścianki rowka. Nie na czubku — czubek eliptycznej igły w ogóle nie dotyka dna rowka, i dobrze, bo na dnie rowka nie ma nagrania, tylko śmieci.
Powstaje płaszczyzna zużycia: mały, płaski placek na boku diamentu, na wysokości kontaktu ze ścianką. Ma rozmiary mierzone w setnych milimetra i nie zobaczysz go lupą. Ale ma dwie ostre krawędzie tam, gdzie płaska powierzchnia spotyka się z resztą stożka, i te krawędzie robią z twojej płyty to, co dłuto robi z drewnem.
To jest cały problem z zużytą igłą i dlatego nie ma sensu „dograć jeszcze pół roku". Zużyta igła nie brzmi po prostu gorzej. Ona zamienia twoją kolekcję w kolekcję płyt, które będą brzmiały gorzej już zawsze, na każdym gramofonie, do końca świata.
Wkładka kosztuje kilkaset złotych. Płyta, której nigdzie nie ma, kosztuje tyle, ile kosztuje płyta, której nigdzie nie ma.
Co słychać, zanim cokolwiek widać
Objawy pojawiają się w mniej więcej tej kolejności. Pierwszy jest najtrudniejszy do wyłapania i to on kosztował mnie dwa lata.
Sybilanty zaczynają chrypieć. Wszystkie „s", „sz", „cz" w wokalu robią się szorstkie, jakby były lekko przesterowane. Najpierw tylko na głośnych fragmentach, potem coraz częściej. To pierwszy sygnał i najbardziej wiarygodny, bo sybilanty to najwyższe częstotliwości o dużej amplitudzie, czyli dokładnie to, z czym zużyta igła radzi sobie najgorzej.
Talerze i blachy tracą wybrzmienie. Zamiast rozsypywać się w powietrzu, kończą się tępo. Trudno to zauważyć bez punktu odniesienia — dlatego warto mieć jedną płytę, którą znasz na wylot i wracać do niej raz na parę miesięcy.
Koniec strony brzmi gorzej niż początek. To normalne w pewnym stopniu (prędkość liniowa przy etykiecie jest ponad dwa razy mniejsza niż przy krawędzi, więc ta sama muzyka musi się zmieścić w gęściej upakowanym rowku), ale zużyta igła robi z tego karykaturę. Jeśli ostatnie dwa utwory na stronie zawsze brzmią jak z drugiego pokoju — sprawdź igłę.
Jeden kanał brzmi gorzej niż drugi. Nierówne zużycie, zwykle skutek źle ustawionego antyskatingu przez dłuższy czas. Prawy kanał odchodzi pierwszy, jeśli antyskatingu było za mało.
Szum powierzchniowy rośnie na wszystkich płytach naraz. Kiedy nowa płyta, prosto z folii, szumi tak samo jak stara — to nie płyty się zestarzały.
Igła zaczyna przeskakiwać. To jest ostatni etap, kiedy już nie ma czego ratować.
Czego NIE robić
Nie oglądaj igły przez lupę jubilerską i nie wyciągaj wniosków. Dziesięciokrotne powiększenie pokaże ci grudkę kurzu i nic więcej. Do zobaczenia płaszczyzny zużycia potrzeba optyki rzędu stukrotnego powiększenia, ustawionej pod właściwym kątem, i wprawy w patrzeniu na to, co się widzi. Ludzie regularnie wyrzucają dobre igły, bo zobaczyli pod lupą coś, co uznali za zużycie, a co było brudem.
Nie czyść igły alkoholem ani niczym, co rozpuszcza kleje. Grot jest wklejony we wspornik i tego kleju nie chcesz ruszyć. Szczoteczka na sucho, ruchem od tyłu do przodu, i tyle.
Nie zakładaj, że igła „nowa, bo kupiłem gramofon rok temu". Sprzedawca sprzętu używanego mówiący „igła jak nowa" mówi to samo, co mówią wszyscy sprzedawcy sprzętu używanego.
Prosta zasada, której się trzymam
Notuję datę założenia igły ołówkiem na kartce przyklejonej od spodu do pokrywy gramofonu. Nie w telefonie, nie w arkuszu — na kartce, bo kartka jest tam, gdzie problem.
Kiedy mija połowa deklarowanej żywotności, zaczynam nasłuchiwać sybilantów. Kiedy zbliża się koniec, kupuję zapasową i trzymam w pudełku. Wymieniam, kiedy przestaję być pewien — a nie kiedy nabieram pewności, bo pewność w tej sprawie przychodzi za późno.
Źródła
Rzeczy, które sprawdziłem, zanim to napisałem. Bez forów i bez sklepów.
-
IEC 60098: Analogue audio disc records and reproducing equipment International Electrotechnical Commission
-
Karty katalogowe i biuletyny techniczne wkładek — deklarowana żywotność igły wobec szlifu i nacisku dokumentacja techniczna producentów wkładek
-
Cylinder, Disc and Tape Care in a Nutshell Library of Congress, Preservation Directorate
-
IASA-TC 05: Handling and Storage of Audio and Video Carriers International Association of Sound and Audiovisual Archives
-
The Care and Handling of Recorded Sound Materials Gilles St-Laurent, Council on Library and Information Resources / Library of Congress
Zbigniew Fenrych
Grafik z Krakowa. Winyle od liceum, dziś jakieś dziewięćset płyt i jeden gramofon, który przeżył kilka moich pomysłów. Więcej o mnie.